Wczorajszy wieczór był strasznie wietrzny. Nocowaliśmy w hotelu przy plaży, nad Adriatykiem. Tak, brzmi pięknie, ale z tej plaży nici, syf jak szlag, zwłoki żółwia i śmieci, śmieci, śmieci.
Wieczorem przestało padać, ale wilgoć utrzymuje się w powietrzu i jest wszechobecna. Na dodatek mgła. Zuzia pisze dzisiaj duży test przekrojowy, nie udało jej się do nas dodzwonić, ale trzymamy kciuki.
W nocy ulewa. Całonocna ulewa. Nad ranem burza przybiera na sile i grzmoty biegają między górami, odbijając się głośnym i groźnym echem. 7.30., budzik. Leje tak, że nie chce się nawet myśleć o wstawaniu,
Dotarliśmy przed zmrokiem, do najwyraźniej luksusowego lokalnego ośrodka. Przy hotelu zadbana plaża, parasolki, pokoje czyste. Więc chwila odpoczynku, prysznic, wieczorna biesiada. O, biesiada była super.
Kolacyjka była ok., tak jak hotelik nad jeziorem Prespansko. Ekipa się zebrała przy jednym w końcu stole i biesiada się przeciągnęła do późna. Graham – szef lokalu, z początku przyjazny, był naszym kolegą. Mina zrzedła mu około 1-szej w nocy, chyba chciał iść spać.